czwartek, 11 czerwca 2015

Blog zawieszony

Cześć! Zgodnie z planami zawieszam bloga. 

Zapraszam na




wyjaśnienia tutaj

czwartek, 28 maja 2015

Ścięłam włosy - Nie potrafię ich zapuścić


Nie potrafię zapuszczać włosów. Mam wrażenie, że ta moja obecna długość to jedyna sensowna i kiedy mają chociaż 5cm więcej to zupełnie nie potrafię się z nimi dogadać.

Ścięłam je jakieś 6cm. Końcówki wyraźnie o to błagały. Nawet nie chodzi o to, że były jakieś suche, tylko po prostu przerzedzone. Z zazdrością oglądam zdjęcia dziewczyn, które mają włosy do talii i nie tworzy im się ogon, jak u mnie. Może to taka maksymalna długość dla nich. Jeszcze wyglądają na zdrowe i układają się ładnie, nawet wtedy kiedy są proste.

Znowu obiecałam sobie zapuszczanie, znowu nie wyszło. W ostatnim miesiącu były bardzo często stylizowane, ale już zanim zaczęłam je krzywdzić nie wyglądały ciekawie. Po prostu już mniej szkoda takich brzydkich końcówek.

Chyba powinnam ułożyć plan pielęgnacji i bardzo go przestrzegać, może wtedy udałoby się je utrzymać w niezłej kondycji. Nie mogę powiedzieć, że nie czuję się ładniejsza, kiedy są do talii. Dodaje mi to jakiejś pewności siebie. Nie wiem z czego to wynika.

Każde kolejne zdjęcie z aktualizacji będę starała się wykonywać w tym sweterku, żeby mierzyć ile urosły. Mam zamiar się naprawdę porządnie za nie wziąć, niedługo na blogu dam wam znać jakich środków do tego użyje. Dam sobie jeszcze jedną szansę na dłuższe włosy. W razie czego, uznam obecną długość za jedyną słuszną  i będą ją utrzymywała.

Takie moje marudzenie na dzisiaj. Trochę smutno :(

niedziela, 24 maja 2015

Projekt denko #1 - Ziaja, Lirene i Pharmaceris

Widzę, że blogger zaczyna się naprawiać. Po zmianie adresu miałam spore problemy, nie pojawiało się nic w blogrollu a teraz jeszcze ciężko coś znaleźć w google. Czy ktoś wie, kiedy to minie? :( Dodam, że wciąż walczę z Facebookiem wszelkimi sposobami, ale jest niesamowicie uparty i chyba stworzę nową stronę.
Dzisiaj składam obietnicę wam i sobie samej. Mianowicie w ciągu najbliższego miesiąca mam zamiar zużyć te trzy widoczne kosmetyki a dwa z nich zrecenzować.

Lirene, Krem - maska do stóp 2 w 1 `Stop rogowaceniu`, ten specyfik dostałam w takiej blogerskiej paczce. Już o nim słyszałam i się ucieszyłam bo pewnie sama nie sięgnęłabym po niego. Wysoko w składzie jest mocznik, ale też parafina. Co nie zmienia faktu, że w kwestii stóp nie mam z tym problemu. Zapach nie jest jakoś szczególnie przyjemny, ale na pewno odległość od podłogi do nosa jest zbyt duża, żeby mi dokuczył. Koszt to jakieś 12zł za 75ml, na pewno dostępny w Rossmannie.

Multilipidowy krem odżywczy, Pharmaceris sprawił więcej szkody niż pożytku. Miałam po nim ogromny wysyp i przez myśl nie przeszłoby mi, żeby zużywać go to twarzy albo komuś oddać. Czysta, zaplanowana zbrodnia. Spróbuję wykorzystać do dłoni. Wrzucam do torebki, będę smarowała. Więcej o nim przeczytacie tu. 


Jakoś nie za bardzo lubię się z mleczkami do demakijażu, stąd Ziaja mleczko micelarne łagodząco - wyciszające nie jest dla mnie kosmetykiem idealnym. Chociaż radzi sobie z tapetą i nie podrażnia, to po prostu nie potrafię używać go regularnie. Zapach ma bardzo delikatny, w składzie znajdziemy parafinę. Cena nie jest wysoka bo 10zł za 200ml. Tylko jednak wolę płyny micelarne, ale szkoda żeby się marnowało.

Takie moje postanowienie. W przyszłym miesiącu dam wam znać, jak mi poszło ;).

piątek, 22 maja 2015

Co warto kupić w promocji w Rossmannie? Co ja kupiłam?


Witajcie! Podczas promocji z kolorówką sobie odpuściłam. Ciężko mi się zużywa tę część kosmetyków. Natomiast o pielęgnacji pomyślałam trochę bardziej przychylnie. W tej kwestii jestem dużo bardziej rozsądna i nie przyzwyczajam się aż tak do niczego. Prawda jest też taka, że części z tych rzeczy przyglądałam się już wcześniej.


Garnier płyn micelarny 3w1 skóra wrażliwa. Chyba nie muszę przedstawiać i tłumaczyć. Wiele dobrego o nim słyszałam, mam niebieską wersję obecnie, jestem zadowolona. Zapłaciłam ponad 12zł. Taka pojemność jest naprawdę świetna, może niekoniecznie do podróży, ale mi tego typu płyny kończą się w sekundę. Ten mam dwie sekundy!


Alterra emulsja oczyszczająca i olejek do twarzy. Nie jestem pewna, czy o tej pierwszej coś słyszałam, wydaje mi się, że tak. Już wcześniej podobały mi się opakowania. Są urocze, więc powólcie mi być babą. Trochę mnie niepokoi alkohol w składzie, ale cała reszta wygląda na miłą. Z olejkami już jest tak, że jakby co mogę ich używać do włosów, czy ciała. Chciałabym wam napisać ceny, ale na paragonie są podpisane tak samo. Nie wyszło mnie więcej niż około 5zł za każdy produkt.


Krem pod oczy przyda się zawsze! Alterra hydro krem winogrona bio i biała herbata, brzmi cudnie. Również był bardzo tani, jakieś 5zł. Na skład narzekać nie mogę i chodził za mną wiernie od dłuższego czasu. Ciekawe, czy będzie pachniał winogronami.

Każdy z tych kosmetyków już gdzieś kiedyś spotkałam albo polecaliście mi go wy. Musi być dobrze! Zwróćcie na nie uwagę. Te produkty Alterry mają naprawdę ciekawe składy i cieszę się, że się skusiłam. Łącznie na moim paragonie wyszło 27,87zł. Tylko trochę miejsca w szafce brakuje.

wtorek, 19 maja 2015

Venita Maska regenerująca do włosów - ulubieniec za bardzo niską cenę


Po intensywnym czasie przyszedł czas na chorowanie. To jakiś żart, żeby w połowie maja leżeć z gorączką i dreszczami. W dodatku, kiedy sesję już widać i wypadałoby się uczyć. Teraz to tylko miauczeć mogę, jak mi źle. Gorzej jak z dzieckiem, poważnie!
Może zauważycie, ale powoli wprowadzam zmiany w nazwach. Blog już zrobiony, Youtube i Instagram. Został mi tylko Facebook, z którym nie potrafię sobie poradzić. Kiedy zaczynałam przygodę z blogowaniem nie spodziewałam się, że ktoś będzie w ogóle o mnie pamiętał, dlatego nazwa była dość szalona. Teraz za każdym razem, kiedy mówię jaki mam nick to słyszę coś w stylu 'Hmm, jeszcze raz, jak to szło?'. Nazwisko będzie na pewno prostsze. Co wy na to?

Teraz już wracamy do głównego tematu. Venita maska regenerująca do włosów zachwyciła mnie od pierwszego użycia. Może dlatego, że nie spodziewałam się po niej cudów i podchodziłam dość sceptycznie? Po prostu ta marka jakoś nie kojarzy mi się z wybitnymi seriami do włosów. Kosztuje jakieś 6zł za 250ml. Myślę, że to naprawdę niewielka kwota. Nie wiem tylko gdzie można ją dostać bo do mnie przyszła w ramach współpracy sto lat temu, jako taki dodatkowy prezent.


Zapach trochę drapie mnie w gardło, ale to zapewne przez przeziębienie. Nie utrzymuje się na włosach, nie wzbudza zachwytu. Jednak nie w tym rzecz. Spójrzcie na skład. Mamy tam naprawdę piękną mieszankę. Między gliceryna, masło shea, jakiś silikon, proteiny, alantoina, panthenol. Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi, dopiero po zastosowaniu się przyjrzałam i jestem po prostu zachwycona. Za tak niską cenę dostajemy szereg składników, które mają szansę poprawić kondycję włosów. Konsystencja gęsta i zbita, dobrze się rozprowadza i jest wydajna. Czego chcieć więcej?

Dla kogo polecam tę maskę? Sięgnęłam po nią, kiedy miałam dużo do czynienia ze stylizacją i włosy się trochę podsuszły. Świetnie je dociążyła, wygładziła i znowu wyglądały na zdrowe. Myślę, że kiedy są w swoim normalnym stanie, będzie dla nich zbyt ciężka. Zatem jeśli macie włosy zniszczone, wołające o nawilżenie, koniecznie po nią sięgnijcie. Uważam, że jest fenomenalna i w tym momencie to mój faworyt. Musicie mieć, poważnie!


czwartek, 14 maja 2015

'Śmiali się ze mnie, że jestem gwiazdą', czyli kilka porad dla początkujących blogerów



Zamierzałam nagrać o tym film. Pewnie skończyłoby się tak, że nie zawarłabym w nim każdej informacji, którą chciałam przekazać. Niedługo minie trzy lata, odkąd zaczęłam przygodę z blogowaniem. W prawdzie na Pudelku o mnie nie przeczytacie i torebki Micheala Korsa się jeszcze nie dorobiłam, ale doświadczenie zdobyłam spore. Teraz się z wami podzielę tym, co mi po głowie chodzi, dodając barwne opowieści.

Po co blogować? Po co bloguję ja? 

Lubiłam kiedyś pisać. Byłam jedną z tych wrażliwych nastolatek, przekonanych o swojej inności. Użalanie się nad sobą i opisywanie smutków było wspaniałą czynnością. Dobra, może obecnie uważam to za śmieszne, ale wtedy wygrałam kilka konkursów literackich, poza tym miałam jakiś pomysł na siebie. Lepsze to niż picie piwa w lesie. Kariery pisarskiej nie wybrałam. Obrzydziły mi ją lektury w liceum. Za to założyłam bloga. Mogę sobie tu pisać o czym chcę, jak chcę. Nikt mi już nie powie, że da się z mojego tekstu zrobić wiersz (usłyszałam kiedyś coś takiego, do dzisiaj według mnie była to krzywdząca opinia). To tak w kwestii zebrania myśli w coś spójnego.
Kiedy ja zaczynałam, do głowy nie przyszłoby mi, że będę coś mogła zarobić. Wtedy jeszcze większość współprac była barterowa a ten barter wołał i tak o pomstę do nieba. Ktoś mi czasem mówi 'Hej, czytam twojego bloga. Jest super!', wtedy się dziwię. Tego także się nie spodziewałam.
Piszę bo jeszcze czuję taką potrzebę, czasem dostanę za to pieniądz a też miło, że kogoś to w ogóle interesuje.

Jak zareagują ludzie? Jak zareagowali ludzie w moim środowisku?

Tutaj mogłabym się rozpisać. Zacznę może od mojego liceum. Nie mam pojęcia, kto znalazł mój kanał. Wiem, że klasa miała z niego niezły ubaw. Na jednej z wycieczek oglądali sobie moje filmy, komentując jaka to jestem żałosna. Dzisiaj stwierdzam, że rzeczywiście moje poprzednie produkcje nie były zbyt pasjonujące, ale z gołym tyłkiem nie latałam, cyckami nie świeciłam. Mówiłam w dość logiczny sposób. Oprócz zwykłej zawiści i chęci plotkowania nie widzę w tym ich zachowaniu żadnej słuszności.
Na tym kończy się bycie wrednym? Przychodzili do mnie po poradę, ci sami ludzie, którzy wcześniej się ze mnie śmiali. Do teraz nie wiem, czy chcieli rady, czy kolejnego tematu do plotek. Jedna z koleżanek miała problem z tym, że poprawiałam kilka razy włosy na lekcji (gumka mi się ześlizgiwała).
Nazywali mnie w swoim środowisku 'gwiazdą'. Bardzo mi miło do tej pory, chociaż nie wiem czy wtedy na to miano zasługiwałam.
Jeżeli chodzi już o sam internet, oczywiście dostawałam komentarze od tych ludzi, których znałam prywatnie. Nikt jednak nie ośmielił się powiedzieć mi czegoś w twarz. Takie zwyczajne trollowanie.
Dzisiaj reagowałabym inaczej. Jestem świadoma swojej wartości i nie mam problemu z powiedzeniem, co to mi się akurat nie podoba. Prawdopodobnie naraziłabym się klasie, ale nie dałabym sobą pomiatać. Było mi zwyczajnie przykro. Obecnie patrzę na to z dystansem. Moi przyjaciele i rodzina są ze mnie dumni, śledzą moją działalność. Nigdy już nie dam sobie wmówić, że to co robię jest słabe. Wciąż się rozwijam, poszerzam wiedzę, przecież o to tutaj chodzi.

Hejterzy? A kto to? 

Jakoś z ogromną falą złości się nigdy nie spotkałam. Może tyle co właśnie w moim własnym, prywatnym środowisku. Mam receptę na prawdziwych hejterów (pomijam tu jakąś konstruktywną krytykę i rady, sama do wielu się zastosowałam. Zaczęłam przecież malować brwi i wyszło mi na zdrowie. Dzięki!) po prostu się tego pozbywam. Nie toleruję wyzwisk, wulgaryzmów. Wszelkie wymyślne historie z moim udziałem są po prostu usuwane. To moja platforma i mój porządek.
Największym hitem była ta wiadomość, o której już wam wspominałam 'Jesteś niesamodzielna, niedojrzała. Nie chciałabym mieć z tobą nic wspólnego. Nie mam do ciebie żadnej sympatii'. Dodam tylko, że ta osoba spędziła na moim kanale mnóstwo czasu, pisząc podobne treści. Pytam: po co? Czy mnie to zmieni? Nie. Wszystkim nie dogodzę a i mało mnie to interesuje.
Wiecie, że regularnie dostaję komentarze w stylu 'sztywniak z ciebie', na zmianę z 'zachowujesz się dziecinnie'. Czasem czuję, jakbym miała rozdwojenie jaźni. Co najmniej.

Chcę tu jeszcze dodać, że nie miałabym odwagi nikogo ocenić w taki sposób. Nie wszystkich lubię, dlatego się nimi nie katuję.

Czy jestem w odpowiednim wieku? Kiedy jest odpowiedni czas? 

Gdybyście zapytali mnie o to trzy lata temu powiedziałabym, że już w porządku. W końcu miałam prawie 18lat a mój własny obraz w głowie był tym dojrzałym. Nutka zażenowania, podczas oglądania moich starych filmów wciąż gra. Pewność mam taką, że dorosłemu człowiekowi łatwiej to wszystko udźwignąć. Zarówno sferę biznesową jak i odbiorców. Nie chciałabym się tym zająć jako 15letnia dziewczyna. Zapewne bardzo by mnie to zmieniło. Nie jestem zwolenniczką dzieci w blogosferze i na Youtube. Odpowiedni moment jest wtedy, kiedy wiecie że macie coś ciekawego do przekazania, jakiś pomysł na siebie.

Współprace i zarabianie, jak się za to zabrać? 

Dopada mnie żałość, ilekroć na grupach facebookowych blogerów widzę posty 'Do jakiej firmy zgłosić się o współpracę? Dopiero zaczynam'. Czasem napiszę, żeby się nie zgłaszał/a bo przyjdą sami, kiedy blog będzie wystarczająco atrakcyjny. Wtedy dostaję po głowie argumentem 'No ale jakoś zacząć muszę!11oneoneone'. Nie będę marudziła o psuciu rynku. Za to zobrazuję wam to w bardzo wyraźny sposób. Siedzicie w autobusie, na przystanku wsiada bez biletu gość z akordeonem. Grać na nim nie potrafi. Nieładnie pachnie, jego wygląd budzi grozę. Za to podchodzi do każdego pasażera z wyraźnym oczekiwaniem zapłaty za swoje wyczyny. W tym wypadku, początkujący bloger jest grajkiem. Inni muzycy postrzegają was w fatalny sposób, słuchacze podobnie. Najpierw się trzeba nauczyć grać, później oczekiwać nagród oraz braw.
Jeszcze dodam, że mnóstwo razy spotkałam się z firmami, które zwyczajnie chciały mnie wykorzystać. Szanujcie siebie i swoje możliwości. Nie piszcie tekstów na żadne strony za darmo, nie oddawajcie im swoich zdjęć ani praw autorskich. Będą wam obiecywali lepsze statystyki, złoto i diamenty. Kłamią. Zawsze.



To co? Do zobaczenia na główniej Pudelka? :)



poniedziałek, 11 maja 2015

Multilipidowy krem odżywczy do twarzy Pharmaceris - dyskoteka na mojej twarzy


Uwierzycie jeśli napiszę, że czas przecieka mi przez palce? Poważnie, nawet nie zauważam. Teraz powoli zbliżamy się do sesji, jakieś zaliczenia i inne cuda. Zawsze coś się jeszcze pojawi i tak biegam po świecie.

Dzisiaj ponownie chciałam was ostrzec, chociaż dużo o kremie odżwyczym do twarzy Pharmaceris napisać nie mogę bo używałam go przez około dwa tygodnie i do oceny działania jest to zbyt krótki czas. Jednak zniechęcił mnie do siebie tak bardzo, że chyba po prostu go wyrzucę bo bałabym się komuś go oddać. Kosztuje 38zł za 50ml. Ja dostałam go razem z innymi kosmetykami w prezencie.

Nie mogę narzekać na jego konsystencję, chociaż zwykle musiałam zgarniać dodatkową porcję bo dość szybko się wchłaniał. Jest dość gęsty i biały, także klasycznie. Zapachu nie wyczuwam, zatem dwa alergeny w postaci barwnika i substancji zapachowych mamy z głowy. Za to skład  długi a tam znajdzie się na pewno substancja albo kilka, odpowiedzialnych za to wstrętne działanie.
Pod makijażem trzymał się całkiem nieźle. Nawet podobał mi się efekt bo moja skóra wyglądała na zdrowszą, taką rozpromienioną. Daje radę z minerałami. Producent obiecuje dużo więcej, ale nie będzie mi dane sprawdzić. Dlaczego?

Krem spowodował u mnie okrutny wysyp. Jest po prostu aknegenny. Byłam w szoku, widząc co się dzieje z moją skórą. Ostatni raz taką katastrofę miałam jeszcze w listopadzie. Pojawiło mi się mnóstwo wykwitów, na czole, w okolicach ust i żuchwy. Ciężko się to u mnie goi. W prawdzie większych przebarwień zdążyłam się pozbyć, ale każde kolejne wywołują we mnie ogromną irytację. W końcu chyba skuszę się na kwasy bo nie sądzę, żeby olej z marakui dał radę wyrównać mój koloryt.

Specyfik odstawiony, buzia czysta. Nie mam wątpliwości, że to on tak zadziałał. Zmian większych w diecie nie było a wszystko przebiega też raczej stabilnie. Uważajcie! Ja się teraz będę bawiła z tym, co mi zostało bo postanowiłam przetestować jakąś nowość. Mój błąd.