wtorek, 29 stycznia 2013

Szybki ratunek po stylizacji ciepłem

Jako włosomaniaczka może nie powinnam przyznawać się publicznie, że zdarzy mi się używać lokówki albo prostownicy. Nawet od czasu do czasu lakier wyląduje na moich włosach. Co poradzę? Najlepiej wyglądają skręcone stożkową lokówką a bez utrwalenia baardzo mocnym lakierem fryzura nie wytrzyma. Zatem na jakieś większe okazje (Ostatnio studniówka) idę np. do fryzjera i je trochę zabijam. Nic nie poradzę, wyznaję zasadę: mam włosy po to, żeby być ładniejsza. Dlatego nie wyobrażam sobie ciągłego związywania ich i chronienia przed wszystkim. To przede wszystkim moja ozdoba. 
  • Naprawdę zostały wymęczone, dlatego w niedzielę po studniówce pierwsze, co zrobiłam to je umyłam szamponem z SLES, nawet dwa razy. 


  • A później zaczęłam się zastanawiać się, jak im pomóc wyzdrowieć. Dlatego postanowiłam przygotować maskę

  • Ugotowałam sobie żel z siemienia i dodałam w proporcji 1:1 maski Pilomax. Weźcie jak najbogatszą maskę, włosy będą potrzebowały mocnej dawki dobroci. 

Do wymieszania polecam użyć blender, żeby stworzyć jednolitą papkę. Kolejna rada: użyjcie gęstej maski, wtedy aplikacja będzie łatwa, siemię lniane samo z siebie ma lejącą się konsystencję, zatem niewygodną. 
  • Tak przygotowana mikstura została przeze mnie nałożona na całą długość, przykryta czepkiem i później ręcznikiem. Siedziałam z tym godzinę, po czym zmyłam i poczułam normalność!
Naprawdę polecam taką 'szybką odbudowę'. Można również wykonać laminowanie, ale tu nie musicie się niczego bać. Nie znam chyba osoby, której zaszkodziłoby siemię. 




16 komentarzy:

  1. Do Twojej mikstury dodałbym jeszcze trochę oleju.

    "włosy (...) To przede wszystkim moja ozdoba". Masz racje. Ja ciągle (mimo kilu ta włosomanniactwa) uczę jak zrównoważyć chronienie włosów przy ciągłym pamiętaniu, że to włosy są dla mnie, a nie ja dla nich ;).

    Szczególnie na plaży i zimą jestem ich niewolnikiem - nosze tylko spięte. Moje kręciołki łatwo kołtunią się z malutkimi fragmentami materiału z szalika lub czapki, takiego mikro węzła nie idzie rozplatać i zostaje mi obcinanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. ja bym dorzuciła jeszcze żółtko jajka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ciekawe :) siemie ma wspaniałe wlasciwosci:)

    OdpowiedzUsuń
  4. włosy są dla nas , a nie my dla włosów. Na początku zrezygnowałam całkowicie z suszarki i miałam masakrę na głowie, że tylko spięte. Ale nie po to zapuszczam, żeby cały czas upinać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawy pomysł, muszę wypróbować ;) Póki co muszę sobie zafundować płukankę z siemienia - ma zbawienny wpływ na moje włosy ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Też mam ten szampon do oczyszczania :) Pomysł jest bardzo dobry,ja zawsze po wyprostowaniu włosów nakładam na nie maskę :) Pozdrawiam i zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też zawsze po użyciu prostownicy, na następny dzień ratuję się czymś odżywiającym, ale prostownicy używam około 4-5 razy do roku, więc myślę, że nie ma źle, choć moje włosy bardzo łatwo uszkodzić, czy wysuszyć...

    OdpowiedzUsuń
  8. masz całkowitą rację. od czasu, do czasu można poszaleć i zakręcić sobie włosy na lokówce, zwłaszcza jak systematycznie i świadomie je pielęgnujemy.
    A co do maski. To odcedzasz glutka czy miksujesz razem z ziarenkami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odcedzam, ale nie miałam problemu ze zmyciem ziaren. Tylko wanna się może zapchać.

      Usuń
  9. U mnie taka maska (identycznie "skomponowana":)) również sprawdza się cudnie:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zostałaś otagowana :) http://daquerre.blogspot.com/2013/01/tag-wszechstronnie.html

    OdpowiedzUsuń
  11. ciekawy pomysl,zapewne skorzystam:)

    pozdrawiam i zapraszam do mnie na KONKURS;)

    http://www.vixen1990.blogspot.com/2013/01/konkurs-z-cyrkonia-fashion.html

    OdpowiedzUsuń
  12. też byłam na studniówce, oczywiście na włosach tona lakieru( loki miałam kręcone na wałki termiczne, więc nie było tak najgorzej) i też musiałam umyć dwa razy szamponem z sles, ale w domu nie miałam nic czym mogłabym je odżywić, więc zaraz po powrocie na studia musiałam je jakoś ratować, wróciły do siebie;)

    OdpowiedzUsuń
  13. maska faktycznie moze byc fajna, siemie pomaga mi zawsze na atopowe zapalenie skory. ale co do ratowania ich bo mialas zrobiona fryzure na studniowce to chyba troche przesadzasz ;) jestem fryzjerka wiec mam stycznosc ze stylizacja wlosow, jestem tez wlosomaniaczka i wiem ze jedno zakrecenie wlosow i utrwalenie ich mocnym lakierem nie zrujnuje ci wlosow. nie wiem czy wielka akcja odratowywania ich jest potrzebna po takiej ondulacji :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja wiem, że nie zrujnuje, gdyby miało to bym nie zakręciła. Lakier je trochę podsuszył i skleił, więc chciałam doprowadzić do normalności ;)

      Usuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo proszę o niereklamowanie swoich blogów w komentarzach.