czwartek, 19 września 2013

Kosmetologia, mieszkanie, Warszawa i internety

Cześć! Ostatnio odnoszę stale wrażenie, że wszystko idzie mi pod górkę. Na dwa tygodnie przed rozpoczęciem roku akademickiego pojawiły się problemy mieszkaniowe i przez chwilę odechciało mi się czegokolwiek. Chociaż i tak nawet obecnie najchętniej bym się schowała i wszystko przeczekała. Jednak nie mogę bo czasu jest niewiele. Niech mi wszechświat wynagrodzi!

Dzisiaj postanowiłam się z wami podzielić moimi przygodami szkolnymi, licealnymi i przemyśleniami po maturze. Już od jakiegoś czasu się zbierałam, ale wolałam poczekać aż odetchnę po wrażeniach i będę w stanie spojrzeć na to bardziej obiektywnie.

Gimnazjum skończyłam z dobrymi wynikami, udało mi się zdać nieźle nawet egzamin (może część z was pamięta radioaktywne biedronki, ja do końca życia nie zapomnę). Z taką ogromną ochotą i radością życia wybrałam liceum (głównie chodziło o to, że było zaraz obok domu). Myślałam o prawie, o psychologii, później już w trakcie roku szkolnego nawet o archeologii. Pierwszy semestr na profilu społeczno-prawnym pod względem nauki minął mi dość sprawnie. Mimo wszystko postanowiłam zmienić klasę, zwyczajnie się w niej nie odnajdywałam. Możecie mnie nazwać szaloną albo aspołeczną. Sama do dzisiaj uważam, że coś bardzo musi być ze mną nie tak. Postawiłam na profil mat-geo. Wszyscy nauczyciele gratulowali mi chęci zmian i wyboru. Niestety szybko zdałam sobie sprawę, że tracę czas. Nie wiązałam przyszłości ani z geografią, ani z matematyką. Po namowach kolegi zadecydowałam, przenoszę się do innej szkoły, na profil humanistyczny. Tu przyszła mi do głowy lingwistyka. Mimo to, że zaczęłam naukę angielskiego dopiero w liceum to szło mi bardzo dobrze, z niemieckim problem był nieco większy, ponieważ musiałam dużo pracować no a koniec końców i tak nie mówię nawet w połowie po niemiecku, tak jak po angielsku. W międzyczasie zaczęłam dbać o włosy. To chyba był duży przełom w moim życiu. W drugim semestrze chodziły mi po głowie nieśmiałe myśli o kosmetologii. Nie wyobrażałam sobie innego miasta, niż Warszawa, więc sprawdzałam tamtejsze uczelnie. Szybko się okazało, że państwowej kosmetologii nie ma, ale jedna uczelnia mnie zainteresowała na tyle, że dzisiaj jestem na liście studentów. Podjęłam w pełni świadomą decyzję po rozmowie z mamą. Przestałam się zastanawiać nad jakimkolwiek innym kierunkiem, do dzisiaj nie mam żadnych wątpliwości. Jutro prawdopodobnie powinnam dostać plan zajęć i nie mogę się doczekać.
Jeżeli chodzi o maturę i klasę maturalną to chyba nigdy nie przeżyłam tak bardzo niepotrzebnego, długotrwałego stresu. Z własnej głupoty rozpoczęłam jeszcze kurs prawa jazdy, co jedynie zabierało mi czas, którego i tak praktycznie nie miałam. No i dodawało nerwów. Naprawdę świetny wybór. (Tu rada: nie zaczynajcie kursu w klasie maturalnej). Mimo to, że w mojej szkole odpadały przedmioty nieprofilowane, doszedł taki bezsens jak podstawy prawa, dwie godziny w tygodniu (a ja, która zdawała maturę z chemii, nie miałam nawet godziny. Mądrze, co?). Dalej jestem zdania, że najważniejsze na tym etapie jest po prostu danie nam świętego spokoju na naukę. Wracając ze szkoły o 15 nie miałam siły i ochoty na nic. Presja z dnia na dzień była coraz większa a energii mniej i mniej. Nauczyciele oczywiście ciągle narzekali i wymagali. Do samego końca roku nie poczułam się luźniej, ciągle coś się działo. Szkoda, że chodziło o przedmioty mi zupełnie zbędne. I poważnie, dzisiaj je sobie z przyjemnością zapominam, nie mają dla mnie znaczenia. Nie powiem, że jestem przeciwna wiedzy ogólnej, ale proszę. W klasie maturalnej, kiedy człowiek ma konkretne ambicje i przedmioty do zdawania, po co dodawać te zapchajdziury? Tu już chyba system edukacji powinien odpowiadać. Dodam jeszcze, że nie znałam chyba osoby (uczącej się w moim mieście), która nie chodziłaby na żadne korepetycje, co jest też przerażające. Każdy, kto dostał się na lepszy kierunek i lepszą uczelnię, zawdzięcza to zajęciom dodatkowym. Niby w Polsce możemy się kształcić za darmo, jasne. Ogółem cały okres przedmaturalny wspominam bardzo źle i to ogromna ulga nie musieć się z tym więcej bawić.
Co do kosmetologii, opinie są dość podzielone. Jedni chwalą, inni mówią że pracy nie będzie. Myślę, że w Polsce brak pracy to zagrożenie po większości kierunków. Jednak ja raczej tu nie zostanę. Między innymi dlatego pracowałam nad niemieckim i angielskim, żeby było mi później po prostu łatwiej. Zamierzam podjąć ryzyko, koniec końców jest to praca w usługach i nie da się tu w żaden sposób człowieka zastąpić. Na pewno będę się starać i uczyć, w końcu moi rodzice płacą za wszystko, muszę szanować ich wysiłek i robić wszystko, jak najlepiej. Nie wybrałam tej szkoły i kierunku z braku pomysłu, to raczej już nie jest chwilowa fanaberia. Nie wiem, czy myślę o pracy w salonie, czy o czymś więcej. O ile będę miała możliwość to chcę się ciągle dokształcać i być naprawdę dobra.Wiele zależy od was i waszego nastawienia. Znajdą się ludzie, dający świetne rady, ja ufam tym, którzy są najbliżej mnie a oni nie ubolewają nad moim pomysłem, chociaż sami w większości są na jakichś prokierunkach. Aż można w kompleksy wpaść!

Nie chcę póki co informować tak publicznie, którą konkretnie uczelnię wybrałam. Pisało do mnie kilka z was i okazuje się, że będziemy w tym samym miejscu, co mnie dość cieszy :). Będę studiowała dziennie. Co do filmu, myślę że jutro coś się pojawi. Uwierzcie mi, czuję się dość kiepsko i ciężko mi się uśmiecha, jestem zwyczajnie zestresowana. Wszystko się stało nagle niepewne i nie wiem, czy na początku października będę miała internet, nie mówiąc już o możliwości nagrywania. Trzymajcie kciuki, bardzo mi się przydadzą!


Swoją drogą nastrojowa, jesienna piosenka. Aż mi dziwnie myśleć, że kiedyś można ją było na vivie słyszeć.

18 komentarzy:

  1. A moglabys mi powiedziec, ktore liceum w Kozienicach jest wedlug Ciebie lepsze? Sama musze sie zastanowic nad wyborem, a na pewno pojde wlasnie do Kozienic ;) Jakies rady? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc dzisiaj nie wybrałabym ani jednego, ani drugiego. A jakie przedmioty cię interesują?

      Usuń
  2. masz totalną racje z tą klasą maturalną.. nie dość że tyle nauki, korepetycji, fakultetów itd to jeszcze dodają jakieś zapchajdziury które człowiekowi w ogóle nie są potrzebne. w maju pisze maturę i też jestem pewna co do kosmetologii. szkoda tylko, że na niewielu uczelniach publicznych można ją studiować. myślę, że złoże papiery do 2 uczelni publicznych ale mam do nich aż 330km! więc chyba też zdecyduje się na studia płatne, może w Krakowie ;) w wakacje sobie zarobię, są też kredyty studenckie i jakoś to będzie. Tobie życze powodzenia, sukcesów i wytrwałości ;) miło by było gdybyś co jakiś czas dzieliła się swoimi wrażeniami na temat tego kierunku, chociaż zdania i tak chyba nie zmienię ;) mam jeszcze pytanie, zdawałaś tylko chemie? czy też biologie? bo ja niestety chemii nie planuje, jedynie biologie rozszerzoną i nie wiem czy to dobrze..

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem w tym samym wieku co Ty, doskonale pamiętam radioaktywne biedronki. Tymbardziej, że testy gimnazjalne poszły mi dość średnio. Gimnazjum, głupi wiek i te sprawy. Były inne zajęcia. Dlatego w LO było na początku ciężko zabrać się do pracy. Po klasie maturalnej mam identyczne wrażenia jak Ty. Mnóstwo pracy, stresu, zajęcia od rana do samego wieczora (dodatkowe kursy) + u mnie zajęcia w każdą sobotę w szkole. A najgorsze były ostatnie miesiące przed maturą. Zupełnie niepotrzebne siedzenie w szkole, na lekcjach właściwie i tak się nic nie robiło, często lepiej było zostać w domu i pouczyć się samemu. Cieszę się, że to już za mną. Jeśli są tu jakieś maturzystki to myślę, że nie warto brać sobie tyle na głowę. Można się wykończyć. Dostałam się na PW, więc będziemy w tym samym mieście :) Gratuluję pewności wyboru, ja sama nie wiedziałam co ostatecznie wybrać.

    OdpowiedzUsuń
  4. ja jestem teraz w trzeciej gimnazjum i szczerze to myślałam że będzie gorzej :) oczywiście nauczyciele gadają o egzaminie itp. ale da się przeżyć. A lekcji mam mniej niż mój brat chodzący do 4klasy SP :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem właśnie w klasie maturalnej na profilu biologiczno-chemicznym i planuję iść na chemię kosmetyczną. Oczywiście zawsze mi się marzyła kosmetologia, niestety muszę wybrać taki kierunek, za który nie będę musiała płacić, a najbliżej kosmetologii myślę, że właśnie ta chemia kosmetyczna. Także, gratuluję Ci, że dostałaś się na kosmetologię! Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. takie "niepotrzebne" przedmioty zdażają się i na studiach, nie wiem jak jest na prywatnych uczelniach, ale ja ucząc się na państwowej doświadczam tego. Ogólnie to ok - trzeba być w miarę wszechstronnym, ale zazwyczaj gdy uczymy się na zaliczenie po pół roku mało co będziemy pamiętali. Często też trafiają się prowadzący, którzy uważają, że ich przedmiot jest najważniejszy i przez to nie wszytkim udaje się zaliczyć. Porażka po prostu. Ale takie jest życie, a szczególnie studia, nie ma sprawiedliwości. A można wiedzieć gdzie będziesz mieszkała w Warszawie?

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja również wybieram się na kosmetologię w tym roku. Na prywatną uczelnię, bo nie miałam możliwości studiowania dziennego na Uniwersytecie, a tylko taki był tam wybór. Czasem gdy rozmawiam ze znajomymi i mówię im, że wybieram się właśnie na ten kierunek, mam wrażenie że patrzą na mnie z taką wyższością i politowaniem, wydaje mi się że to też ze względu na to że większości niestety kosmetologia nadal kojarzy się jedynie z robieniem paznokci ;)
    W każdym razie, życzę powodzenia i wytrwałości ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wg mnie jak się chce, to się wszystko może. Ja na maturze zdawałam matmę i fizę rozszerzoną. 1/3 materiału z fizy przerobiłam już we wrześniu, w październiku zaczęłam kurs na prawko. Miałam wszystko poukładane - w tygodniu jazda i nauka bieżąca, sobota fizyka, niedziela matma. Po zdaniu egzaminu na prawko w styczniu w zasadzie też przestałam się uczyć bieżącego materiału, bo z wszystkiego miałam już pewną ocenę, a II semestr to głównie przepisanie oceny z I semestru, dlatego nauka do matury poszła pełną parą. W kwietniu przed maturą pokazałam się w szkole tylko na rozdaniu świadectw. Do matury z polskiego i angielskiego się nic nie uczyłam, bo trzeba się naprawdę postarać, aby tego nie zdać. Wg mnie powinno się zdawać mało przedmiotów na maturze, ale naprawdę się do nich przyłożyć. Powodzenia moja droga na nowym etapie życia!

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne przemyślenia młodej osoby :) Ja mam 23 lata, za rok kończę studia (wyśmiewaną przez wiele osób socjologię; to piękny psychologiczno-społeczny kierunek), które są naprawdę wspaniałe i bardzo mnie rozwinęły. Za sprawą bloga myślę o zapisaniu się na kierunek farmaceutyczny, bo zaczynam coraz bardziej szaleć na punkcie zdrowia i urody :)Życzę Ci Anielko powodzenia - z pasją znajdziesz pracę wszędzie. Poza tym kreatywni ludzie mają zawsze lepiej, sami mogą stworzyć sobie miejsce pracy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mentalny żółwik, też czekają mnie studia. Znaczy, tfu, o ile się zdecyduję na nie jechać, bo półtora tygodnia przed rozpoczęciem ja się zastanawiam, czy w ogóle studia w tym roku mają jakikolwiek sens. To dłuższa historia, tym niemniej łączę się w bólu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja w tym roku nie poszłam na studia, po prostu nie wiedziałam co tak naprawdę chciałabym studiować, więc wole zrobić sobie przerwę niż się męczyć na czymś co mnie nie interesuje.. Zgadzam się z Tobą co do przedmiotów w klasie maturalnej na połowie lekcji nic nie robiliśmy tylko siedzieliśmy i np. oglądaliśmy jakiś głupi film..
    Pozdrawiam i trzymam kciuki za Ciebie!

    OdpowiedzUsuń
  12. A widzisz, to zależy - dla mnie akurat klasa maturalna była najbardziej "lajtową" w liceum, to był właśnie idealny czas na zrobienie sobie prawka ;] I tak z perspektywy czasu przypuszczam, że bardziej się stresowałam egzaminem gimnazjalnym (tak, pamiętam biedronki) niż maturami, które są - nie oszukujmy się - na niezbyt wysokim poziomie. Aczkolwiek ja akurat zdawałam na rozszerzeniu tylko angielski i matematykę, nie wiem jak wygląda np. chemia czy biologia (a angielski jest chyba najprostszą maturą na poziomie rozszerzonym, podstawę to mógłby ogarnięty gimnazjalista dobrze napisać, taka prawda :D)

    OdpowiedzUsuń
  13. Łącze się z Tobą w bólu, im bliżej roku akademickiego tym więcej obaw w mojej głowie. Ja w przeciwieństwie do Ciebie nie mam pewności co do mojego kierunku studiów, w ogóle nie wiem czy się na nich utrzymam. Przez pewien czas też myślałam o kosmetologii w Bydgoszczy, ale stwierdziłam, że to nie dla mnie. Także, trzymam za Ciebie kciuki i mentalnie będzie Cię wspierać ;*

    OdpowiedzUsuń
  14. Dobrze robisz wybierając studia które Ci interesują. Dla pocieszenia powiem Ci, że u mnie okres studiowania wspominam najmilej z całego okresu edukacji ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Co należy zdawać na maturze żeby dostać się na kosmetologię?

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja aktualnie jestem w klasie maturalnej, lekcje ułożyli nam najgorzej jak się tylko dało, np. od 12.20 do 16.30, a że mieszkam daleko i mam problemy z dojazdem nie ma mnie w domu od rana do wieczora. Nie mam siły i czasu na cokolwiek nie mówiąc nawet o nauce. Zgadzam się z Tobą, "zapchajdziury" są totalnie bez sensu, zamiast mieć sensowne lekcje dają lekcje typu WOK, co moim zdaniem mogło być chociażby w 1 czy drugiej. Ogólnie mam bardzo dużo lekcji w tygodniu, bo mam dodatkowo mnóstwo zawodowych przedmiotów i nieraz łącznie z fakultetami mamy po 10 lekcji. Wybrałaś sobie bardzo ciekawy przedmiot, szkoda, że nas zupełnie nie nauczyli chemii ani w gimnazjum ani w szkole średniej i nie mam żadnych szans na maturę :(

    OdpowiedzUsuń

Bardzo proszę o niereklamowanie swoich blogów w komentarzach.