czwartek, 20 marca 2014

Już nie jestem gruba


Od jakiegoś czasu zauważam tendencję do bycia fit. Coraz więcej blogerek o tym mówi a nawet ja dostaję pytania o dietę (proszę was, gdzie ja na diecie!). Nie będę tego negować, obrzucać błotem. Jak to się pierze mózgi, że wszystko te koncerny i inne tego typu cuda, które coraz częściej widzę na temat włosomaniactwa.
Pisałam wam chyba kilka razy, dieta warszawska działa. Jak większość studentów odczuwam zmianę. Zacznę od tego, że jakoś w październiku kupiłam kilka ładnych, dobrych staników, za które postanowiłam zapłacić więcej. W końcu biust mi nie rośnie już długo, waga nie skacze i ogólnie możliwe, że dorastanie za mną. Teraz wściekam się sama na siebie bo żaden z nich nie pasuje. 

Schudłam! Stało się. Cały świat do zdobycia! Miałam wrażenie, że w wakacje trochę przybrałam na wadze i nie czułam się z tym dobrze. W listopadzie z radością kupiłam spodnie rozmiar mniejsze. Niestety niedługo potem żaden z moich staników nie leżał na mnie dobrze. Wściekłość prawdziwa.

Brnąc dalej w stronę kobiecych problemików, chciałabym zauważyć, że nasze poczucie atrakcyjności ma silny związek z fazą cyklu w której jesteśmy. Ja w momencie zbierania wody czuję się nagle brzydka, gruba. Mam wrażenie, że przytyłam 10kg w ciągu doby. Na szczęście później się to normuje i znowu z zadowoleniem na siebie patrzę.

Zatem wszędzie czytam. Jedzmy zdrowo, ćwiczmy, bądźmy fit! W sumie to z ogromną chęcią tylko pojawia się problem. Ja naprawdę nie chcę już zmieniać stanika! Muszę wam też zaznaczyć, że przez to dość śmieciowe jedzenie moje samopoczucie siadło, skóra się buntuje i próbuję coraz częściej zjeść coś porządnego albo zwyczajnie kilka owoców, czy warzyw każdego dnia. Brzmi zupełnie śmiesznie a zdarza mi się zapominać. Niedługo zacznę biegać, dla zdrowia i serotoniny.

To chyba w Warszawie pozbyłam się tego cudacznego wstydu. Może mam coś nie tak z głową, ale bardzo często, miewałam wrażenie, że ktoś patrzy na mój przypuśćmy tyłek i myśli sobie jaki jest wielki. Podobnie odczuwałam nos, nogi a jeżeli wystarczająco bym się skupiła znalazłabym jeszcze kilka detali. Nie będę wiecznie rezygnowała z każdego stroju tylko dlatego, że coś mi się uroiło a komuś kiedyś, coś we mnie nie przypasowało.
Prawda trochę bolesna, nie warto siebie przeceniać. Ludzie nie zwracają na nas uwagi tak bardzo, jak nam się wydaje. Dopóki nie wyglądamy jakoś nadzwyczajnie, wtapiamy się w tłum i nikogo nie obchodzi nasz niby ogromny tyłek.

Nie to, że zaakceptowałam siebie i zaraz będę was do tego namawiać. Akceptacja to bierność i zahamowanie rozwoju. Bądźmy piękne, czujmy się świetnie i nie czekajmy aż przyjdzie to do nas samo albo dotrze w momencie zrobienia świetnego makijażu. Morał jest taki, że to nasze poczucie estetyki, decyduje który rozmiar stanika nam odpowiada. W sumie lubię obecny.

Postarajcie się też, nawet anonimowo, komentować figury i walory innych ludzi w taki sposób, jaki wy byście chcieli być komentowani. Jednocześnie pamiętając, że nie każdemu będzie się podobało, to co wam. Warto sugerować jakieś zmiany w stroju, makijażu, fryzurze. Wiecie jak my, baby, bywamy przewrażliwione, jeżeli chodzi o nasze ciała. Bądźmy delikatne i życzliwe, skoro chcemy komuś pomóc. W innym wypadku obśmiewanie i wytykanie niedoskonałości sensu nie ma. Mi obecnie modny model sylwetki za bardzo nie odpowiada. Na chudość kręcę nosem (co nie oznacza, że chude dziewczyny zaraz nazwę anorektyczkami). Za drugą skrajnością również nie przepadam (nie krzyczę, żeby ktoś się chował pod obszernym płaszczem). Jesteś zdrowa? Czujesz się dobrze? I świetnie! Najbardziej interesuję się sobą, nie stanę się przecież ładniejsza, sprawiając że ktoś poczuje się gorzej. 

29 komentarzy:

  1. Ile ważysz ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiednio do wzrostu. Spoko, spoko.

      Usuń
    2. czemu nie odpowiesz ? :) przecież masz luźne podejście do tego jak sama powiedziałaś

      Usuń
    3. Przede wszystkim obecnie nie wiem. A i po co komu ta wiedza

      Usuń
  2. No i to jest zdrowe podejście do sprawy. :) Lubię to! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze jak zacznę zdrowo jeść to już w ogóle :D

      Usuń
  3. Anielko, uwielbiam Cie! Twoje wpisy i rady! Moglabys zrobic cos o nawilżeniu suchych wlosow? ;/

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo przyjemnie się czyta Twoje wpisy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. czyżby odpowiedź na parówki z wizarzowego wątku? :D
    cieszyć się tylko! ale fakt, staników szkoda ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niee, post napisany już kilka dni temu :D Chociaż mogłabym o tym coś dopisać

      Usuń
  6. Ciekawe, bo większość osób studiujących raczej przybiera na wadze. To wynika raczej z faktu, że po prostu mamusia przestaje gotować domowe, zdrowe obiadki. Wiele osób tyje, bo zaczyna odżywiać się zupami z proszku, wlewać hektolitry piwa i jeść po knajpach, restauracjach. Ja na studiach przytyłam, nie dużo, ale jednak. Teraz po studiach będąc już z nów z rodzicami schudłam. Wiele moich znajomych z roku twierdzi i obserwuje to samo. Ale Ty nie musisz oczywiści oczywiście zaliczać się do tej większości. :)) Ja tam mimo wszystko preferuję szczupła sylwetkę, ale nikogo jeszcze nie obrzuciłam błotem za boczki tu i tam... Grunt, żeby akceptować siebie i swoje ciało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah :D ja po prostu nie jem. Nie chce mi się robić, iść do sklepu i nie jem. Mój żołądek nie lubi fast foodów i potrafi mi ładnie dokuczyć, kiedy się skuszę, więc to może błogosławieństwo.

      Usuń
    2. Mój brat kiedyś będąc na studiach ważył bardzo bardzo bardzo mało. Co prawda to rodzinne, ale on nie miał tam czasu jeść... Studiował medycynę. Po 5 latach studiów wrócił do domu, zaczął jeździć na basen i jeść normalne domowe obiady zamiast tych wszystkich słoiczków i fast foodów. No i przytył. ;)

      Usuń
  7. Ja już dwa lata zasuwam na silownie dzien w dzien praktycznie i nie schudlam ani milimetra, ale jakos sie tym az tak nie przejmuje. Nie kazdy bedzie patykiem, ja tez wole miec cycki, ten sam stanik, lubie tez cos zjesc, nie wyobrazam sobie zycia na owsiance. Cwicze dla siebie, nie chce zwariowac w pogoni za wygladem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam zamiar biegać właśnie dla siebie ;) to dobrze mi robi, jestem weselsza zwyczajnie.

      Usuń
    2. Nieładnie nazywać szczupłych patykami. ;)

      Usuń
  8. Bardzo fajny post :) Ja też planuję trochę zacząć ćwiczyć oraz zastosować jakąś małą dietkę. Trzeba wziąć się za siebie po zimie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jesteś pierwszą osoba która zwróciła uwagę na ten mały szczegół: maleje waga - maleje biust :)
    Nigdy nie będę fit, raz - że nie podoba mi się mocno umięśniona sylwetka u kobiety, dwa - jestem zbyt leniwa. Oczywiście lubię jędrne ciało, ale nie z góra mieśni, siłownią 7 dni w tygodniu, jedzeniem w kółko piersi z kurczaka oraz owsianek.
    Sama mam figurę typowej gruszki (przy czym nadwagi brak, niektórzy twierdzą nawet, że jestem chuda), więc baaaardzo bym niechciała cwiczeniami jeszcze bardziej zmniejszyc sobie biustu, za to ujędrnienie ud i pośladków mile widziane (boczków o dziwno nie mam, moja gruszka zaczyna się dokładnie od pośladków).
    Już od kilku miesięcy cwiczę sobie w wolnym czasie treningi z YT. Robię to raczej rzadko (2 -3 razy w tygodniu po max 1h), więc wyraźnych efektów wizualnych brak, ale po prostu czuję jak moja kondycja zdobywa pułapy o których kiedyś moglam tylko pomarzyc. I to jest dla mnie najważniejsze. Polepszone samopoczucie i świadomośc, że jak winda się zepsuje to prawie wbiegnę na to 10 piętro. Satysfakcja ogromna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie oczywiście jako pierwszy :D po tym widzę, że schudłam. Niestety kiedy tyję to najpierw boczki wyłażą :> Ja bym nawet nie dała rady tyle razy sobie coś gotować, robić i pamiętać. Jestem leniwa i zapominalska. Chyba wychodzi, że będę M/S zawsze ;D no trudno

      Usuń
  10. Od zawsze jestem osobą bardzo szczupłą, z naprawdę gigantyczną niedowagą (jeśli patrzeć na ustalone normy). Do czasu wyjścia z gimnazjum zupełnie mi to nie przeszkadzało, bo w tamtym wieku wszystkie dziewczyny były szczupłe, więc nie odstawałam aż tak od reszty. Problem pojawił się jak poszłam do liceum - moja waga dla wychowawcy i pielęgniarki wydała się bardzo podejrzana i tak całe 2 lata (aż do skończenia 18 lat) byłam oskarżana o anoreksję, mimo moich i moich rodziców wyjaśnień. Narobili mi wstydu na całą szkołę, wpadłam przez te oskarżenia w nerwicę - nigdy wcześniej nikt nie komentował mojego wyglądu w ten sposób. Nie dość, że w tamtym wieku obojętny był mi mój wygląd, to tak szczerze to nawet nie zdawałam sobie sprawy, że ktokolwiek może pomyśleć, że jestem za chuda - dla mnie to było takie normalne, mama szczuplutka, całe życie ważyła mniej niż 50kg (nawet w ciąży!). brat szczupły, jedynie tata był zawsze normalny. Tyle się napłakałam przez głupie osądy obcych ludzi, że pewnego dnia, po wielu miesiącach poważnej depresji, postanowiłam wyzbyć się tych wszystkich myśli, że "nie wyjdę z domu, bo będą się na mnie patrzeć jak na anorektyczkę". Przestałam obsesyjnie myśleć o tyciu, już nie robię wszystkiego żeby przybrać na wadze. Ubieram się jak chcę, a jak inni chcą patrzeć na moje nogi w spódniczce, czy spodenkach to niech patrzą, już nie robi to na mnie wrażenia. A kiedy słyszę docinki prawie-obcych ludzi (np. sprzedawczynię w sklepie, dalszego znajomego) typu "czy ty coś jesz", "rany jaka ty jesteś chuda" odpowiadam tylko z uśmiechem "dziękuję". Wychodzę z założenia, że bez sensu jest się tłumaczyć z przemiany materii, genów i stresu, zwłaszcza komuś kto i tak nie uwierzy albo nie zrozumie. :)

    Przez wiele lat przyzwyczaiłam się już do swojej sylwetki i tak właściwie to chciałabym przytyć tylko po to, żeby móc nosić popularny S, zamiast szukania XS-ek. ;) Dziś wybieram się po rolki i zamierzam jeździć w każdą lepszą pogodę, może chociaż nabiorę mięśni jak tłuszczu nie potrafię. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie to miałam na myśli. Większości rzeczy u siebie nie zauważamy, dopóki ktoś mądry nam tego nie wytknie. Bardzo współczuję. Ja raczej byłam w środowisku, gdzie chwaliło się xs a ja s/m już byłam za gruba. Chociaż wyglądam zupełnie normalnie i nic mi jakoś szczególnie nie wystaje. Nie myślę nigdy o żadnej chudszej dziewczynie 'anorektyczka' bo znałam osobę, która rzeczywiście chorowała i pamiętam, jak wyglądała, jak się zachowywała. Poza tym moja mama była zawsze chuda i to był dla mnie wzór

      Usuń
    2. Zawsze uważałam że szkoda czasu na kompleksy. Mam przyjaciółkę, która co roku jak jechałyśmy nad wodę siedziała w szortach i bluzeczce, bo była gruba. I co rok mówiła: - rok temu to mogłam strój kąpielowy ubrac, a w tym roku to masakra- jaki grubas ze mnie. I tak co roku siedziała w szortach, nie wchodziła do wody, bo była gruba. Ale nie pomyslała, że skoro co rok jest grubsza, to powinna w tym roku ubrac strój, bo i tak za rok będzie narzekać.

      Nauczyło mnie tego życie, bo na 18 dostałam chorobę skóry i zauważyłam, że nawet ktoś w rozmiarze XL będzie wyglądac latem świetnie w szortach, lepiej niż osoba z S ale z ranami na ciele. Więc teraz puki mam figurę, nie mam ran czy blizn chodze ubrana tak jak chcę, bo jutro mogę obudzić się tak "piękna" że całe lato spędze w golfie.

      Usuń
    3. Dokładnie: "Większości rzeczy u siebie nie zauważamy, dopóki ktoś mądry nam tego nie wytknie." Gdyby nie nagłe wzięcie mnie do pielęgniarki szkolnej na ważenie i pokazywanie palcami, gdzie jestem za chuda, pewnie nawet bym tego nie widziała i całe liceum cieszyła się życiem. Paranoja polegała na tym, że takie pranie mózgu mi robili, że wtedy mając te 16 lat zaczęłam wierzyć w to, że mogę mieć problem. Nakręcając się, że jak nie będę jeść dużo to schudnę, więc muszę jeść bardzo dużo, po prostu traciłam apetyt. Bałam się, wpadałam w panikę, że zjadłam za mało! Trwało to rok aż w końcu się ogarnęłam i zrozumiałam, że nikt mi tej choroby nie wmówi, bo jestem zdrowa i przecież lubię jeść.

      Ludzie nazywają anorektyczkami każdą dziewczynę, która ma niedowagę. Ja tego kompletnie nie rozumiem! Moja dobra koleżanka ma dość dużą nadwagę, a nie ma problemu z jedzeniem, to znaczy wcale nie je dużo - po prostu tak ma. Tak samo jest z większością zbyt chudych dziewczyn. Jedzą, cieszą się życiem i są za chude, no tak to już jest, że każdy jest inny. Kiedyś od kogoś niemal obcego usłyszałam, że "sama siebie oszukuję, bo na pewno mam problem z odżywianiem, nie da się być tak chudym bez odchudzania", co krótko storpedowałam "wolę mieć problem z odżywianiem niż z głową", tak mnie ta osoba zdenerwowała. Ludzie nie rozumieją, że anorektyczki ubierają się w 10 warstw żeby ukryć chudość, że ogarnia ich lęk jak zjedzą cokolwiek kalorycznego, że są nieszczęśliwe, cały czas smutne, nie mają energii ani chęci działania, a wyniesienie śmieci to dla nich katorga - bo nie mają siły. Anoreksji, a raczej anorektycznego zachowania nie da się ukryć. To, że ważę pewnie tyle samo ile jakaś tam anorektyczka wcale mnie nie dziwi, skoro taka filigranowość jest u nas rodzinna, aczkolwiek anorektyczką może być nawet osoba ważąca 70kg, która po prostu przestała jeść, bo widzi się w lustrze jak chodzące 120kg. One mają zaburzony obraz siebie, widzą się o wiele grubsze i są w stanie pokazać palcem nawet stopę, że jest za gruba. Inna różnica jest taka, że anorektyczka ważąca np. 40kg będzie wyglądać źle, jeśli schudła od jej normalnych i naturalnych 60kg. Po prostu będzie wyglądać na wygłodzoną, skóra będzie szara, a dziewczyna nie będzie miała siły pościelić sobie łóżka. Zdrowa dziewczyna ważąca naturalnie 40kg będzie miała energię, ładną skórę i świetne wyniki badań, np. krwi. Odkąd pamiętam jestem okazem zdrowia, jeśli chodzi o brak jakiejkolwiek anemii i właśnie wtedy w liceum, wychowawca nie mógł moim rodzicom uwierzyć w moje wyniki badań. No bo jak to możliwe? :D ^^

      Temat wagi chyba już zawsze będzie mnie drażnił. M.in. właśnie to, że zbyt chude osoby nazywa się "patykami" itp., a jak na osobę otyłą powie się "grubas" to jest dramat. Taka osoba ma prawo się obrazić, ale ta nazwana patykiem nie.
      Mam nadzieję, że ludzie zaczną patrzeć na innych bez krytyki za to jak wyglądają. Nie każdemu musi się przecież podobać to samo, ale powinniśmy szanować innych i nie komentować tego jak wyglądają. Możemy nie trafić ze swoją tezą i skrzywdzić kogoś na długie lata.

      Usuń
    4. Problem anoreksji nie dotyczy mnie, ale mojej dobrej przyjaciółki. Dokładnie wczoraj rozmawiałam o tym z jej mamą. Nie wiem czy mozna to juz nazwac anoreksją, ale na pewno cierpi na jakieś zaburzenia. Dziewczyna jeszcze nie ma wyniszczonego organizmu, nadal ma energię i całkiem niezłą kondycję, ale jej "racje żywnościowe" stale maleją, waga spada i ja widzę, że ona ciągle chce ważyc mniej i mniej... Ona ma satysfakcję, kiedy ktos przy niej je, a jej udaje się od tego powstrzymac. Z premedytacją jest świetną kucharką nigdy nie jedzącą swoich dzieł. Teraz jeszcze wygląda normalnie, jak zwykła szczupła dziewczyna, ale zwykła szczupła dziewczyna nie żywi się pojedynczymi owocami i nie wypomina wszyskim znajomym, że np schudli 1 kg....Na razie pilnowana jest przez rodzine i znajomych, ale wiemy, że trzeba jej uświadomoc problem i udac sie do psychologa.

      Usuń
  11. Dieta studencka? Na pierwszym roku żywienia zupkami i pierogami mamy większość koleżanek - przytyła. A powinna schudnąć. Nigdy nie odchudzałam się, nie byłam na diecie, ale staram się zdrowiej jeść (czyli jabłko zamiast chipsów) i ruszac się.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo proszę o niereklamowanie swoich blogów w komentarzach.