poniedziałek, 9 czerwca 2014

Lokówka stożkowa Remington Sapphire - moja opinia


Cześć! Wracam do regularnego pisania. To bardzo przyjemne siąść sobie bez większego stresu przy komputerze i coś napisać. Został mi prawdopodobnie tylko jeden egzamin, chociaż przeraża mnie myśl, że jeszcze kilka lat takich zabaw z sesją.
Dzisiaj o lokówce, która za mną 'chodziła' już bardzo długo, chyba od czasów mojej 18. Przypomnę, że niedługo kończę 20. Przejrzałam oczywiście jakieś opinie w internetach, ale nie były zbyt konkretne. Poszłam po prostu do Saturna, w Złotych Tarasach, poprzyglądałam się i oto moja wybranka. Kosztowała 149zł.

Bardzo istotna dla mnie opcja, czyli regulacja temperatury od 130 stopni do 210. Można ją także zablokować możliwość zmiany temperatury, jeżeli palce wędrują w niepotrzebne miejsca, moje mają do tego tendencję i w trakcie kręcenia coś tam czasem potrafiłam poprzestawiać. 
Końcówka lokówki jest zimna, więc można przy niej majstrować (chociaż, jeżeli się jest mną to i tak da się oparzyć). Razem z lokówką otrzymujemy etui i rękawice odporne na temperaturę. W kwestii etui, bardzo przydatne akcesorium a rękawic nie używam, może dlatego że gdzieś już upchnęłam i oczywiście nie wiem gdzie. 
Przewód odchodzący od lokówki jest obrotowy, bardzo wygodne (dla tak nieporadnej osoby, jak ja w szczególności). Oprócz tego lokówka ma taki stojaczek, więc można ją gdzieś bezpiecznie położyć, opiera się wtedy o stojak i tę zimną końcówkę wspomnianą wyżej.


Producent opisuje powłokę urządzenia jako luksusową i ceramiczną. Tu przyznam, że o wiele lepiej mi się na niej pracuje, niż na mojej starej lokówce, która była metalowa. Tamta bardzo niszczyła włosy. Ponoć jest gotowa do użycia w 30 sekund, z zegarkiem w dłoni nie stałam, ale rzeczywiście dość szybko można się brać za kręcenie. Co istotne, jeśli przez 60 minut nie dotykamy żadnego przycisku na lokówce, wyłącza się automatycznie. Myślę, że to bardzo ważna cecha.

Moje odczucia? Kręcenie jest naprawdę łatwe. Za pierwszym razem miałam trochę problemu, ale z każdym kolejnym idzie mi szybciej, dokładniej i po prostu lepiej. Zdążyłam się ze trzy razy poparzyć, ale to zupełnie moja wina. Ucho ucierpiało. Loczki wychodzą przeurocze, ładnie się trzymają. Nawet na moich włosach nie ma większego problemu. Temperaturę ustawiam na 180 i mimo to, że nie są zbyt podatne, to fryzura się dość porządnie trzyma.


Wrzuciłam na Instagram dwa zdjęcia przedstawiające efekty. Planuję osobny post, gdzie pokazałabym wam jak zmieniają się loczki w zależności od pory dnia.

Na dzisiaj tyle, dodam, że podcięłam włosy i aktualizacja pojawi się jak tylko moja współlokatorka wreszcie wróci ;)


Dokładna nazwa modelu: Lokówka stożkowa Remington Sapphire Pro CI9529

6 komentarzy:

  1. Marzy mi się taka lokówka, zastanawiam się też nad falownicą, ale mam dwie lewe ręce do układania włosów i najczęściej są rozpuszczone albo związane w koczek :D

    OdpowiedzUsuń
  2. uwielbiam lokówki robione lokówkami stożkowymi, są po nich takie piękne loki^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne loczki Ci wyszły :) Ja lokówki nie używałam nigdy i z pewnością nie zacznę. Całkowicie zrezygnowałam ze stylizacji włosów na ciepło już parę lat temu. Kiedyś nagminnie używałam prostownicy, która zniszczyła moje włoski :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasem cieszę się, że bardzo brzydko mi w kręconych włosach, bo pewnie bym się skusiła :D Albo namówiłabym kogoś na taki prezent.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej, mam pytanie :) Co poleciłabyś z suplementów w formie kapsułek na porost włosów? Oczywiście jako dodatek do zdrowej diety :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo proszę o niereklamowanie swoich blogów w komentarzach.