środa, 19 listopada 2014

Maska z glinki zielonej AFP, jeżeli chcesz być czarownicą z miotłą, ale na głowie


Hej! W poniedziałek miałam okazję poznać Anwen na spotkaniu w księgarni Matras a także kilka z was. Zaskoczyłyście mnie mocno, mówiąc o blogu. Nie spodziewałam się, że rzeczywiście mam wierne czytelniczki. Bardzo dziękuję za miłe słowa, to mi daje energię do pisania, świetnie było się z wami spotkać, czekam na kolejną okazję ;). 

Dzisiaj o masce, która pobiła rekord w tworzeniu siana z moich włosów. Uwierzcie mi, takiego problemu z rozczesaniem ich nie miałam nigdy w życiu. Przez chwilę nawet bałam się, że nie dam rady tego zrobić. 


Maska z glinki zielonej AFP wygląda obiecująco. Glinki pomagają przy nadmiernym przetłuszczaniu się włosów, potrafią dodać objętości. Chociaż kolor nie zachęca, to zapach bardzo mi się podoba. Jest świeży i jakoś delikatnie herbaciany. Lubię tego typu historie, szczególnie kiedy zostają na włosach, jak w tym wypadku.


Leżała w mojej szafce czekając na swoją kolej i nie mogłam się doczekać, kiedy po nią sięgnę. W końcu nadszedł wyczekiwany dzień. Naładowałam ją na głowę, zostawiając na może 5 minut. Już przy spłukiwaniu nastała zagwozdka. Co się stało z moimi włosami? Mokrych nawet nie próbowałam dotykać, powstał ogromny kołtun. Dopiero przy rozczesywaniu szczotką Tangle Teezer, zrozumiałam jak poważna jest sytuacja. Dołożyłam odżywki bez spłukiwania, silikonowe serum. Stałam przed lustrem jakieś 20 minut, trącąc cierpliwość. Ilość włosów, które mi wyleciały była ogromna.

Po rozczesaniu było całkiem nieźle w kwestii objętości. Niestety kosmyki niesamowicie suche, szorstkie i plączące się. Wierzcie mi, nawet przy przeproteinowaniu nie było tak źle.

Maska kosztuje około 30zł i stanowczo wam ją odradzam. Ja zużyję pewnie na skórę głowy i spróbuję ją po prostu z czymś pomieszać. Jednak za tę cenę można dostać kosmetyki, działające cudownie, z którymi nie trzeba się bawić i martwić, co tym razem wyjdzie.

10 komentarzy:

  1. W życiu nie użyłabym glinki bezpośrednio na włosy, miałabym siano że hej. Ale już od dłuższego czasu używam zielonej glinki na skórę głowy i rezultaty są zachwycające :D mieszam zieloną glinkę, lekką odżywkę Joanna do włosów przetłuszczających i cukier do peelingu, masuję tym chwilę skalp i spłukuję trzymają głowę w dół. Włosy dzięki temu są dłużej świeże i fajnie odbite od skóry głowy :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie slyszalam o tej masce ale na pewno nie kupie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawa jestem tego produktu :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. A skład był taki zachęcający.

    OdpowiedzUsuń
  5. szkoda,że nie ma fotki jak wyglądały Twoje włosy

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba nie wątpiłaś w to, że masz stałe i wierne czytelniczki? :) Co do maski opisywanej przez Ciebie to nie znałam jej i z całą pewnością nie chciałabym poznać ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. też mam złe doświadczenia po zastosowaniu tego produktu

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też Cię rozpoznałam, ale nie podchodziłam, bo nie lubię się narzucać :) Częściej wprawdzie oglądam Cię na YT niż czytam na blogu, muszę nadrobić to drugie :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo proszę o niereklamowanie swoich blogów w komentarzach.